KWITNĄCY MIGDAŁOWIEC
, olej na płótnie 73,2x 92, Saint-Remy, luty 1890r,
Van Gogh Museum, Amsterdam
" Wpadłem doprawdy w szał pracy,
bo kwitną drzewa, bo zapragnąłem oddać wesele barw
prowansalskiego sadu (...). Ziemia fioletowa, na
ostatnim planie mur ze stromo rosnącymi topolami
i bardzo błękitne niebo.Mała grusza ma fioletowy
pień i białe kwiaty, na jednym z kwiatostanów duży
żółty motyl. W lewym rogu mały ogród otoczony żółtym
trzcinowym płotem, z zielonymi krzewami i klombem
kwiatów.Mały różowy dom". To
fragment z listu do brata wysłanego z Arles
miesiąc po przy jeździe. Prowansja ze swoim blaskiem
słońca, przejrzystością powietrza i nasyconym kolorytem
miała zbawienny wpływ na malarza.
ZWODZONY MOST LANGLOIS
Z DAMĄ Z PARASOLEM, olej na płótnie,
49,5x64 cm, Arles, maj 1888 r., Wallraf-Richartz
Museum, Kolonia
To miejsce artysta upodobał sobie szczególnie
- powstało kilka wersji obrazu z mostem
Langlois. Przedstawiony tu obraz został namalowany
z perspektywy przeciwległego brzegu rzeki. Pracę
artysty nad obrazem tak opisał lrving Stone: "Vincent
ustawił sztalugi, zaczerpnął głęboko tchu i zamknął
oczy; otwartymi niepodobna było pochwycić tych barw.Rozwiały
się, opadły zeń pouczenia Seurata o naukowym pointylizmie,
wywody Gauguina o prymitywnej,
dekoracyjnej sztuce, uwagi Cezanne'a
o solidnych płaszczyznach, kolorowe linie i linie
nienawiści Lautreca. Pozostał tylko Yincent".
Zastosowane przez van Gogha w pracy nad tym płótnem
kolory odbiegają od tych, które impresjoniści widzieli
w plenerze lub przy otwartym oknie. Obowiązują takie,
jakie podsuwała artyście wyobraźnia oraz wewnętrzne
przeżycie rzeczywistości. Szczegóły mostu zostały
oddane z precyzją: cegły zyskały delikatne ciemne
krawędzie, w drewnianej konstrukcji można dostrzec
nawet miejsca łączenia desek. Błękit nieba rozbija
mnóstwo drobnych białych plamek. Na lustrze wody
połyskujążółte refleksy promieni słońca.Zarówno
jasne obłoczki, jak i słoneczne błyski, te najbardziej
ulotne elementy natury, niejako uzyskują materialność
zastygłe w palącym słońcu Południa.
PEJZAŻ MORSKI Z
SAINT MARIES DE LA MER olej na płótni,
44x53cm, Arles, czerwiec 1888r; Muzeum Puszkina,
Moskwa
Po pierwszych próbach ukazanie pejzażu morskiego
w Scheveningen, a później portu w Antwerpii,
Vincent van Goch powrócił
do tematyki marynistycznej, tym razem w rozgrzanej
słońcem scenerii Południa, podczas kilkudniowego
pobytu w rybackiej wiosce Saint
Maries De La Mer ze słynnym obronnym kosciołem
romańskim obmywanym przez morskie fale. Obraz naznaczony
niczym nie skrępowana ekspresja , przedstawia wzburzone
Morze Śródziemne, po którym chyżo mkną gnane ostrym
wiatrem żaglowe łodzie. Rozkołysane, drapieżne fale
z impetem uderzają o burty, jakby próbowały je zgnieść,
zanim osiągną brzeg. Widz odnosi wrażenie, że artysta,
chcąc znaleźć wspólny z żywiołem natury ton, nie
kładł, ale z pasją ciskał farby wprost z tuby na
płótno. Ciemnoniebieska, prawie granatowa kolorystyka
oraz grube warstwy zastygłej farby potęgują dynamikę
przedstawienia. Dominują ulubione przez artystę
odcienie błękitu i żółcieni ożywione czerwienią
burt łodzi. W książce Dzieła i Twórcy Juliusz Feldhorn
pisze " Van Goch z gniewem chwyta impresjonizm
za gardło. Wywalcza na nim kształty, stapia je ognistym
tchem, rzuca przed siebie wizję wewnętrzną świata.
Geniusz tworzący cuda na granicy
szaleństwa "
SIEWCA,
olej na płótnie, 64 x 80,5 cm , Arles, czerwiec
1888 r., Króllrr-Muller Museum, Otterlo
Impresjoniści utrwalali na płótnie światło słoneczne
i jego działanie, van Gogh
posunął się dużo dalej, malując to, co niematerialne
- samo słońce. Jego blask nadaje kolorom odrębny
sugestywny wyraz. Nigdy przedtem żaden malarz nie
potraktował barw tak osobiście. Temat wsi był mu
bliski, już na początku drogi artystycznej malował
chłopów ' Nuenen, ale w odmiennej scenerii Północy.
Motyw z obrazu Milleta
przeniesiony w ostre światło Południa zyskał nową
jakość. Van Gogh często w listach opisywał bratu
swoje obrazy. Ta wieloletnia korespon dencja stanowiła
dla samotnego artysty pomoc w zrozumieniu własnej
osobowości, talentu, a nawet szaleństwa. Obraz Siewca
charakteryzował następująco: "Na
zaoranym polu, wielkim polu fioletowych skib, wznoszącym
się w kierunku horyzontu - siewca w błękicie i bieli.
Na horyzoncie niski dojrzały łan zboża. Nad całością
żółte niebo z żółtym słońcem".
WAZA Z DWUNASTOMA
SŁONECZNIKAMI Olej na płótnie91.0
x 72.0 cm .Arles: August, 1888r, Munich: Neue Pinakothek
Oto ukochane, wiele razy malowane przez artystę
słoneczniki, których przedziwna "żółtość"
zamykająca w sobie oszałamiający blask południowego
słońca nie ma sobie równej w
historii malarstwa. Przed długo oczekiwanym
przyjazdem Paula Gauguina
do Arles Vincent
van Gogh namalował na jego cześć cykl obrazów przedstawiających
te powszechnie uprawiane w Prowansji
kwiaty. "Staram się znaleźć technikę
bez pointylizmu czy innych sztuczek"
- relacjonował bratu. Maksymalnie upraszczając technikę,
pragnął uchwycić "esencję" tak ulotnego
obiektu, jakim są kwiaty. Pokazał je z niezwykłą
precyzją, ale nie to stanowiło cel jego pracy. Chciał
sięgnąć głębiej, do ich wewnętrznego światła emanującego
z błękitno-zielonkawego tła, a jednocześnie w bezładnie
opadających płatkach przekazać smutek nieuchronnego
przemijania. Kwiaty nabierają tu znaczenia symbolicznego.
Artysta posługuje się w swoich obrazach pełną skalą
barw czystych, tęczowych, lecz najczęściej sięga
do żółcieni, używanych przez niego w nieznanym dotychczas
nasyceniu. Żółty kolor staje się dominujący na wielu
obrazach van Gogha powstałych podczas mieszkania
w Arles. Niektórzy badacze wiązali tę kolorystyczną
skłonność z rozwijającą się chorobą umysłową artysty.On
sam chyba zdawał sobie sprawę z pewnych jej symptomów,
pisząc do Emile'a Bernarda:
"O, piękne słońce tutejsze w pełnym
lecie! Wali cię po głowie i nie wątpię ani przez
chwilę, że się od tego szaleje. Ponieważ byłem szalony
już dawniej, mogę się tylko rozkoszować. Chcę ozdobić
moją pracownię sześcioma płótnami przedstawiającymi
słoneczniki, gdzie czyste albo złamane chromy wybuchają
na rozmaitych tłach, niebieskich od najbledszej
zieleni Veronesa aż do błękitu królewskiego, oprawa
z wąskich listew, malowanych minią oranżową. Rodzaj
efektu, jaki daje witraż w kościele gotyckim.
Ach, moi drodzy koledzy, my szaleńcy mamy jednak
mimo wszystko oko, prawda?!".
Reprodukcje "słoneczników" holenderskiego
twórcy zdobią tysiące mieszkań na całym świecie,
płótna z "portretami" tych kwiatów głęboko
wniknęły do powszechnej świadomości, stając się
ikoną sztuki uniwersalnej.
WAZA Z PIĘTNASTOMA SŁONECZNIKAMI
Olej na płótnie, 95x73cm, Arles styczeń 1889r, Van
Gogh Museum , Amsterdam
MOUSME W FOTELU,
olej na płótnie, 74 x 60 cm .Mes, lipiec 1888 r.,
National Gallery of Art, Waszyngton
Van Gogh rzadko malował osoby młode. Starsze
miały bardziej wyraziste twarze, które działały
na malarza inspirująco. Jednym z niewielu wyjątków
jest portret młodej, dwunastoletniej bądź czternastoletniej,
prowansalskiej dziewczyny, zwanej Mousme. Nazywając
tę modelkę "japońską
dziewczyną", Vincent powracał do fascynacji
sztuką Dalekiego Wschodu, a trzymana przez dziewczynę
gałązka - być może kwitnącej wiśni - to symbol Japonii.
W malowanych przez siebie portretach artysta koncentrował
się głównie na twarzach, starając się uchwycić charakter
modela i jego nastrój. Na obrazie Mousme w fotelu
oblicze i spojrzenie modelki wyrażają z jednej strony
wstydliwe skrępowanie dziecka, z drugiej zaś budzącą
się już kobiecą kokieterię. Strój potraktowany jest
bardzo dekoracyjnie, z przewagą czerwieni kontrastującej
z czernią.
PORTRET WIEŚNIAKA,
olej na płótnie, 69 x 56 cm , Arles, sierpień 1888
r., kolekcja prywatna
W portrecie van Goghowi najbardziej zależało
na przekazaniu prawdy o człowieku, a nie fotograficznym
podobieństwie. Starał się uchwycić jego duszę i
charakter za pomocą koloru. Najlepsze dzieła tego
gatunku powstały w Arles.
Przedstawiony tu wizerunek "starego
wolarza [właściciela wołów] z Camargue"
(określenie artysty) ma w sobie wielki ładunek ekspresji.
Vincent pisał o tym bratu: "Wyobrażałem
sobie tego brzydala w żarze, w upale samego południa.
Stąd płomienny oranż przypominający rozpalone żelazo,
stąd tony starego złota świecącego w ciemności (...)
nasi poczciwcy dopatrzą się w tej przesadzie jedynie
karykatury. Ale co to nas obchodzi, czytaliśmy Ziemią
i Germinal, i kiedy malujemy chłopa, chcielibyśmy
pokazać, że książki te stały się cząstką nas samych".
ARLEZJANKA (MADAME
G1NOUX Z KSIĄŻKAMI),olej na płótnie, 91,4 x 73,7
cm , Arles, listopad 1888 r., Metropolitan Museum
ofArt, Nowy Jork
"Wreszcie mam arlezjankę -
pisał van Gogh do brata - postać zrobioną w godzinę,
tło blado-cytrynowe, twarz szara, strój czarny,
namalowany czystym błękitem pruskim. Kobieta opiera
się na zielonym stole i siedzi w fotelu z pomarańczowego
drewna". Vincent był częstym
gościem kawiarni dworcowej w Arles.
Jej właścicielka, pani Ginoux,
o zdecydowanych rysach typowych dla mieszkańców
Prowansji, stanowiła
częsty motyw studiów portretowych artysty. Różnią
się one szczegółami: na jednym kobieta ma bladą,
na innym niemal śniadą cerę, raz na stole leżą rękawiczki,
kiedy indziej książki. Prezentowany obraz powstał
już po przyjeździe Paula Gauguina,
który w sposób pryncypialny narzucał van Goghowi
swój styl. Dobitnie świadczy o tym obrysowanie poszczególnych
elementów obrazu wyraźnym kontrastowym konturem.
Taki sposób malowania nazwany syntetyzmem Gauguin
wypracował w bretońskim
Pont-Aven, tworząc własną szkołę malarską.Obraz
sprawia wrażenie zupełnie płaskiego, a ostrość konturów
i barw przywodzi na myśl japońskie
drzeworyty, które zarówno dla francuskiego,
jak i holenderskiego twórcy stanowiły ważne źródło
inspiracji. Zagadnienie stosowania konturu stało
się w efekcie jedną z przyczyn konfliktu pomiędzy
artystami.Van Gogh wprowadzał kontur zróżnicowany
kolorystycznie, zależny od obserwacji natury. Natomiast
Gauguin traktował go jako nieodzowny element malarskiej
doktryny, który podporządkowywał własnemu widzeniu.
AUTOPORTRET (
dla Paula Gauguina), olej na płótnie 62x52cm, Arles
1888r, Art Museum, Cambridge;
Od wiosny 1888 roku
van Gogh był owładnięty ideą wspólnoty artystycznej,
której przywódcą miał się stać Paul Gauguin.
Ten jednak, zanim podjął decyzję przyjazdu do Arles,
przysłał autoportret zatytułowany Les Miserubles.
Vincent napisał o tym fakcie Theo:
"Oto mam wreszcie okazję porównać
moje malarstwo z malarstwem kolegów. Autoportret,
który posyłam w zamian Gauguinowi, nie traci przy
jego płótnie, jestem pewien; napisałem Gauguinowi
w odpowiedzi na jego list, że gdyby wolno mi było
wyolbrzymić siebie w portrecie (...), pomyślałbym
go jako portret bonzy wielbiącego wiecznego Buddę.
Kiedy porównuję koncepcję Gauguina i moją, mój portret
jest równie poważny, ale mniej rozpaczliwy".
Vincent zaprezentował tu siebie jako męczennika
sztuki. Obraz porusza widza ascetycznym wyrazem,
podkreślonym jeszcze chłodną kolorystyką, którą
artysta dokładnie objaśnił: "Obraz
wygląda jak malowany popiołem, na tle zieleni Veronesa.
Ubranie odtworzyłem według mojej brązowej marynarki
z granatową wypustką, nasiliłem jednak brąz do purpury
i zwiększyłem szerokość tasiemki. Głowa namalowana
szeroko w prostych jasnych kolorach występuje obok
tła jasnego, niemal bez cieni. Oczy osadziłem nieco
skośnie, jak u Japończyków".
Ogolona czaszka, wyostrzone rysy, bladość cery,
pełne cierpienia wyczekujące spojrzenie, wszystko
to świadczy, że malarz sportretował siebie jako
człowieka udręczonego psychicznie. Być może czuł
wówczas, że zbliża się atak choroby.
NOCNA KAWIARNIA
W ARLES, olej na plótnic, 70x89
cm. Arles , wrzesień 1888 r., Yale Unircrsity Art
Gallery , New Haven
Opis dzieła zawarty w listach malarza pomaga
zrozumieć jego indywidualną technikę posługiwania
się kolorem: "Przy pomocy barwy
czerwonej i zielonej pragnąłem wyrazić straszliwe
namiętności w człowieku. Ściany wymalowałem w kolorze
krwawym i ciemnożółtym. W środku stał zielony bilard.
Cytrynowe światło czterech lamp miało pomarańczowe
i zielone błyski. Również w postaciach włóczęgów
śpiących przy stołach dałem żywy kontrast czerwieni
i zieleni. Chciałem wyrazić myśl, że taka kawiarnia
jest miejscem, gdzie człowiek może się zrujnować,
popaść w szat, popełnić zbrodnię".
Kolor w interpretacji
van Gogha nabrał nowych,
dotąd nieznanych w malarstwie wymiarów. Stanowił
nie tylko element struktury obrazu, ale przede wszystkim
przekazywał nastrój i emocje artysty. Intensyfikacja
barw oraz dążenie do ich coraz większej swobody
i niezależności pokazują, że malarz coraz bardziej
dystansował się wobec założeń impresjonizmu.
olej na plótnie, 81 x 65,5 cm , Arles, wrzesień
1888 r., Króller-Milller Museum, Otterlo
Obraz przedstawia kawiarnię widzianą wieczorem
z zewnątrz. Jej opis znalazł się w liście do
Theo: "Na tarasie siedzą
małe (..)postacie. Olbrzymia żółta latarnia oświetla
taras, front domu, chodnik i rzuca światło nawet
na uliczny bruk, który przybiera różowo-fioletowy
odcień. Fasady domów ulicy, która biegnie pod błękitnym
gwiaździstym niebem, są granatowe lub fioletowe
(.,.). I tak masz nocny obraz bez czerni, tylko
z pięknym błękitem, z fioletem i zielenią (...)".
Środkowy krąg świetlny gazowej latarni uosabiający
bliską człowiekowi kruchą doczesność zdaje się tu
dyskretnie przeciwstawiony rozświetlającym nocne
niebo gwiazdom, które symbolizują nieprzeniknioną,
w wymiarze ostatecznym jednak bliską człowiekowi
wieczność. Błyskotliwą refleksją na ten doniosłej
wagi egzystencjalny temat artysta dzielił się z
bratem; "Udając się do Taraskonu czy do Rouen,
wsiadamy do pociągu; kiedy wybieramy się do gwiazd,
śmierć jest naszym środkiem lokomocji. Jedno jest
niewątpliwe w tym rozumowaniu: żywi nie możemy pojechać
na gwiazdę tak samo jak nie możemy wsiąść do pociągu
umarli".
POKÓJ ARTYSTY W ARLES,
olej na płótnie, 72 x 90 cm , Arles, październik
1888 r., Yan Gogh Museum, Amsterdam
Istnieją, trzy wersje
tego płótna różniące się jedynie drobnymi szczegółami.Pierwsza
wersja obrazu powstała jesienią
1888 roku. Van Gogh cieszył się wówczas,
że za pieniądze otrzymane od Theo może wreszcie
wyposażyć własną sypialnię. Dziękując bratu, opisał
swój wymarzony pokój: "Chciałem
go urządzić w sposób najprostszy meblami kwadratowymi
i szerokimi: łóżko, krzesła, stół, wszystko z surowego
drewna". Artyście udało się osiągnąć
tu skrajną prostotę, zarówno formy, jak i kolorytu.
"Upraszczając przedmioty, powiększam
skalę, chcę wywołać myśl o spokoju, albo w ogóle
o spaniu (...). Widok tego obrazu uspokajać ma głowę,
a właściwie wyobraźnię (...). Mocna trwałość mebli
powinna wyrazić niewzruszony spokój".
W tych słowach van Gogh
wyrażał marzenie o własnym przytulnym domu, którego
nigdy nie miał. Jednak przedstawione wnętrze zdaje
się temu przeczyć: unosi się w nim nastrój niepokoju,
panuje chaos, który pogłębia jeszcze nieuwzględnienie
zasad perspektywy.
KRZESŁO GAUGUINA,olej
na płótnie, 90,5 x 72,5 cm , Arles, grudzień 1888
r., Van Gogh Museum, Amsterdam
Krzesło Gauguina
to fotel z pomarańczowego drewna z giętymi nogami.
Na siedzisku widać lichtarz z płonącą świecą oraz
książki, interpretowane w tym przypadku jako symbol
wykształcenia (Gauguin był niezwykle oczytany, co
wzbudzało u Vincenta szacunek). Zwyczajność z domieszką
szaleństwa van Gogha stanęła naprzeciw statecznej
powagi i pychy Gauguina. Zestawienie czerwieni izieleni
służyło artyście - podobnie jak na obrazie
Nocna kawiarnia w Arles - do wyrażenia tragicznych
przeżyć i "strasznych ludzkich
namiętności".
KRZESŁO VAN GOGHA
Z FAJKĄ, olej na płótnie, 93 x 73,5
cm , Arles, grudzień 1888 r., National Gallery,
Londyn
Podczas dwumiesięcznego pobytu Gauguina
w Arles doszło
między artystami do wielu konfliktów. Obaj malowali
razem (często te same motywy!), dyskutując przy
tym tak zażarcie i namiętnie, że rozpadła się przyjaźń,
a marzenia o wspólnocie artystycznej w "żółtym
domu" legły w gruzach. Niezwykle dramatycznie
zbliżający się kryzys w relacjach między przyjaciółmi
opisuje Stone w Pasji życia: "Musimy
pracować razem nad jednym obrazem - przekonywał
Vincent. Byłaby to prawdziwa wspólnota malarstwa.
Każdy malowałby, co potrafi najlepiej (...) ty -
krajobraz, Cezanne - płaszczyzny. Lautrec - figury,
ja - słońce, księżyc i gwiazdy. Razem moglibyśmy
zostać jednym wielkim artystą. Co sądzisz o tym?
(...) Gauguin wybuchnął przykrym, dzikim śmiechem.
Wiatr poniósł Vincentowi kpinę prosto w twarz jak
bryzg piany morskiej.- Brygadierze - zawołał Gauguin,
gdy mógł wreszcie złapać oddech - to chyba najbardziej
zwariowany pomysł, jaki się kiedykolwiek zrodził...Wybacz,
że wyję ze śmiechu. Zbiegł szybko na dół, trzymając
się za brzuch i rycząc. Vincent stał bez ruchu".
Van Gogh był załamany,
a wyrazem tego są dwa obrazy przedstawiające puste
krzesła - symbolizujące nieobecnych malarzy. Krzesło
van Gogha jest proste, zwyczajne, drewniane z wyplatanym
siedzeniem. Równie pospolite są leżące na nim fajka
i kapciuch - atrybuty zwyczajności. Skrzynka w tle
z kiełkującą cebulą potęguje banalność otoczenia.
Obraz ma zaburzoną perspektywę. Ceglastoczerwona
posadzka pnie się ku górze i widz odnosi wrażenie,
że jasnożółte krzesło za chwilę się przewróci. Być
może to aluzja do stanu van Gogha, tracącego psychiczną
równowagę.
AUTOPORTRET Z ZABANDAŻOWANYM
UCHEM, olej na
płótnie, 60x49 cm, Arles, styczeń 1889 r., Courtauld
Institute Galleries, Londyn
W autoportretach van Gogha
nigdy nie odnajdzie się śladów pychy ani też akcentów
uwodzicielskiej autoironii. Zawsze jest to bezgranicznie
szczera "spowiedź"
artysty dotycząca najbardziej intymnych szczegółów
jego egzystencji: udręki własnego losu, cierpienia,
wiecznego niepokoju i trawiących go namiętności.
Wizerunki te stanowią proste, sumienne -niczym urzędowe
dokumenty - świadectwo prawdy. Po powrocie ze szpitala
w Arles malarz przedstawił z dojmującą prostotą-jak
piszą lngo F.Walther i Rainer Metzgerw pracy Van
Gogh - "remanent katastrofy":
obcięcia sobie ucha
przez artystę oszalałego z rozpaczy po wyjeździe
przyjaciela i dręczonego halucynacjami. Często patrzy
się na biografię Holendra i jego twórczość przez
pryzmat tego wydarzenia, spychając samo dzieło na
dalszy plan. Ofiarowanie później ucha zaprzyjaźnionej
prostytutce było równie dramatyczne. Zabandażowana
głowa, znieruchomiałe, pełne bezbrzeżnego smutku
spojrzenie, proletariacka czapka i ciężka ciemna
peleryna są wyrazem rezygnacji.Jedynym elementem,
który zdaje się łączyć portretowanego z przeszłością,
jest znajdujący się w tle jaskrawy japoński sztych
- rodzaj drogowskazu, stanowiący być może nadzieję
na odnalezienie dawnej drogi. Po jego lewej stronie
znajduje się okno (widoczne w niewielkim fragmencie)
- granica między twórcą a wrogą zewnętrznością.
Całość została namalowana długimi wąskimi liniami,
o naprzemiennie jaśniejszych i ciemniejszych barwach.
Twarz o wyrazistych rysach zastygła w cierpieniu,
wydaje się jak odlana z wosku. To swoiste podsumowanie
utraconych nadziei, pragnień i marzeń, symboliczna
zgoda na dręczącą samotność.Nie z wyboru, lecz z
konieczności.Krytyk sztuki Henri Rochefort
(1831-1913) pisał: "Van Goch -
to nie tylko malarz. To wielkie, żywo czujące sumienie
sztuki współczesnej. To przykład, jak w każdych
warunkach i w każdej pracy można być - bojownikiem".
AUTOPORTRET, olej
na płótnie, 65 x 54 cm , Saint-Rćmy, wrzesień 1889
r., Musee d'0rsay, Paryż.
Do tego autoportretu van Gogh był najbardziej
przywiązany. Malując go, miał nadzieję, że ataki
choroby już nie powrócą. W 1890 roku w podzięce
za opiekę podarował płótno doktorowi Gachetowi.
Twarz malarza zdaje się mieć tu wygląd mniej tragiczny
niż na poprzednich wizerunkach, lecz spojrzenie
jest jak zwykle badawcze, pełne napięcia. Artysta
był wyczerpany chorobą, ale malarski geniusz choć
na jakiś czas dopomógł mu w pokonaniu szaleństwa.Van
Gogh namalował swoją twarz precyzyjnie. Potraktował
ja z pietyzmem, jakby badając, czy choroba odcisnęła
na niej piętno. Niepokój i walkę wewnętrzną oddaje
przede wszystkim kolorystyka konsekwentnie utrzymana
w zimnej tonacji.Tło o szmaragdowozielonych odcieniach
układa się w faliste spiralne wzory i smugi przypominające
kształtem płomienie, co dynamizuje obraz. Te same
barwy dopełnione zielonymi refleksami ukazują się
na marynarce van Gogha, a także na twarzy. Ruda
broda i włosy to jedyne fragmenty utrzymane w ciepłych
barwach.
PORTRET DOKTORAREYA,
olej na płótnie, 64 x 53 cm , Arles, styczeń 1889
r., Muzeum Puszkina, Moskwa
Po pierwszym, gwałtownym ataku choro by van
Gogh trafił do miejskiego szpitala w Arles.
Tam troskliwie zaopiekował się nim młody doktor
Felix Rey, który okazał
się nie tylko wnikliwym znawcą ludzkich dusz, ale
i malarstwa. Artysta, chcąc okazać mu wdzięczność
za życzliwą, pełną współczucia opiekę i przyjaźń,
postanowił wykonać jego portret. "Doktor
Rey - donosił bratu - przyszedł obejrzeć moje obrazy
z dwoma kolegami; rozumieją przynajmniej diablo
szybko, co to są tony uzupełniające. Mam teraz zamiar
namalować portret pana Reya i jeśli to będzie możliwe,
inne portrety, ledwie oswoję się znów z malarstwem
(...)".Niedługo po opuszczeniu
szpitala van Gogh, chcąc wrócić do "normalnego"
życia, zaczął czym prędzej malować. Zawiadamiał
brata: "Zabrałem się do pracy i
mam już trzy studia namalowane w pracowni oraz portret
doktora Reya, który ofiarowałem mu w upominku".
Obraz przedstawia popiersie młodego przystojnego
mężczyzny o rysach południowca. Kanciasty kształt
głowy z czarną krótko przyciętą, gęstą, sterczącą
czupryną wyraźnie odcina się od dekoracyjnej tapety
w tle. Malarz, jak zwykle w tego rodzaju pracach,
skupił się na twarzy. Namalował lekko spłaszczony
nos, subtelnie wykrojone karminowe usta, wąs i ostro
ściętą hiszpańską bródkę.Charakter postaci koncentruje
się w żywym spojrzeniu, w którym można dostrzec
przebłysk dobrodusznej ironii, a zarazem chłodnej
przenikliwości medyka.Dekoracyjny, płaski sposób
malowania, a zwłaszcza wykreślenie sylwetki wy raźnym
konturem, zdradzają niewygasłe jeszcze wpływy Gauguina.
PORTRET DOKTORA GACHETA,
olej na plótnie, 67x56 cm, Awers-sur-Oise, czerwiec
1890 r., kolekcja prywatna
Ostatnie dzieło
van Gogha to głęboko
psychologiczny portret doktora Gacheta po mistrzowsku
oddający charakter człowieka nadmiernie skłonnego
do melancholii. "Pan Gachet robi
na mnie wrażenie równie chorego i nerwowego jak
ty i ja, a do tego jest o wiele starszy.Kilka lat
temu stracił żonę, ale jest prawdziwym lekarzem,
jego rzemiosło i wiara podtrzymują go.Jesteśmy już
w wielkiej przyjaźni. Pracuję nad jego portretem,
głową w białej czapce, jego blond włosy w zupełnie
jasnych odcieniach; skóra rąk też zupełnie jasna;
niebieski frak, kobaltowe tło.Opiera się o czerwony
stół, na którym leży żółta książka i stoi naparstnica
o purpurowych kwiatach" - donosił
bratu.Na początku pobytu w Auvers
stosunki pomiędzy doktorem Gachetem a Vincentem
van Goghiem układały się bardzo dobrze. Ten lekarz
psychiatra miał wiele zrozumienia dla stanu emocjonalnego
artysty. Zachwycony wizerunkiem własnym artysty
wykonanym w Saint-Remy,
poprosił, aby malarz sportretował go. Powstały dwie
wersje obrazu.Obie ukazują postać w niemal
identycznym ujęciu. Doktor siedzi przy stole, a
ręką wspartą na blacie podpiera głowę pełnym boleści
gestem.Tło wcześniejszego portretu jest usiane drobnymi
jasnymi przecinkami. Na stole leżą dwie opasłe powieści
Edmonda i Jules'a Goncourtów:
Herminia Lacerteux i
Manette Salomon; obok
stoi szklanka, a w niej dwie gałązki naparstnicy
nawiązującej do zielarskich zainteresowań doktora.
Zróżnicowane odcienie błękitu tła, aż do ultramaryny
marynarki, artysta zestawił z intensywnie żółtą
cerą Gacheta. W twarzy portretowanego przykuwają
uwagę niebieskie, bezgranicznie smutne oczy. Zresztą
od postaci tchnie rezygnacją. Uzyskanie takiego
nastroju było zamysłem twórcy: "Namalowałem
portret pana Gacheta - donosił bratu w jednym z
ostatnich listów - z wyrazem melancholii, który
patrzącym na to płótno może się nieraz wydać grymasem.
A jednak tak trzeba malować, bo wówczas zdamy sobie
sprawę, ile dzisiaj na naszych twarzach, w porównaniu
z dawnymi spokojnymi portretami, jest namiętności
i oczekiwania, i krzyku. Smutek, lecz łagodny, jasny,
inteligentny, to materiał na wiele portretów. Ludzie
będą jeszcze reagować na te rzeczy. Na niektóre
głowy współczesne długo jeszcze ludzie będą patrzeć
i będą ich żałować może jeszcze za sto lat".
Giętkie linie tła jakby otulają głowę i tułów portretowanego.
Wszystkie elementy obrazu budują jego melancholijną
aurę. Jest to, jak podkreślają w swej książce
Walther i Metzger, niezaprzeczalne
arcydzieło sztuki portretowej
van Gogha uważane obecnie przez znawców sztuki za
najdroższy obraz na świecie.
Niestety, aktualne miejsce jego przechowywania jest
nieznane. Ostatnio płótno pojawiło się na aukcji
w Nowym Jorku w 1990 roku.
Jego nabywca Japończyk Ryoei
Saito zapłacił za nie osiemdziesiąt
dwa i pół miliona dolarów. Nie cieszył się
jednak dziełem zbyt długo, ponieważ w 1993
roku został aresztowany za korupcję, a trzy
lata później zmarł. Od tego momentu nie wiadomo,
gdzie znajduje się słynny portret; wielu badaczy
próbuje tego dociec.
,
olej na płótnie, 73 x 92 cm , Saint-Remy, maj 1889
r, Ermitaż, Sankt Petersburg
Artysta namalował ten obraz w zakładzie w Saint-Remy.Wspomina
o nim w liście do Theo z
9 maja 1889 roku."Mam
teraz dwa płótna w robocie: fioletowe irysy i krzak
bzu- dwa motywy z ogrodu". Przyglądając
się obrazowi, widz uzmysławia sobie, jak wielką
radość tworzenia musiał odczuwać artysta, gdy namiętnie
pragnął utrwalić na płótnie otaczającą go przyrodę
i wszystkie jej barwy. Dzięki intensywnym kolorom
i dynamice faktury widz niemal fizycznie odczuwa
ruch liści i wibrowanie powietrza, rozgrzanego upalnym
słońcem. Sugestywna ekspresja dzieła sprawia, że
do nozdrzy patrzącego niemal dociera słodka, oszałamiająca
woń kwitnącego bzu.
CYPRYSY,
olej na płótnie, 93,3 x 74 cm , Saint-Remy, czerwiec
1889 r., Metropolitan Museum ofArt, Nowy Jork
Van Gogha urzekał
i inspirował prowansalski
krajobraz. Pragnął go nie tyle odwzorować,
co odtworzyć jego istotę, i robił to z nieznaną
wcześniej w malarstwie żarliwością. W strzelistych,
wiecznie zielonych cyprysach dostrzegał dynamizm
i ekspresję. Smukłe sylwetki drzew w wirze dynamicznych,
płomiennych pociągnięć pędzla stapiają się z innymi
elementami obrazu. Niebo, wzniesienia w oddali,
roślinność pierwszego planu tworzą niejako wspólny
organizm wijących się i rozedrganych pod wpływem
linii.