GÓRNICY ZIMĄ,
rysunek, 44 x 56 cm , Borinage, wrzesień 1880 r.,
Kroller-Muller Museum, Otterlo
W Borinage dwudziestosiedmioletni
van Gogh po raz pierwszy
odczuł nieprzepartą potrzebę rysowania. O szarym poranku
szkicował górników idących zaśnieżoną ścieżką do pracy,
wyglądających jak smutne cienie na tle wielkich masywów
kopalń i hałd. Rysował zgięte pod ciężarem zebranego
węgla robotnice. Takie tematy narzucał mu otaczający
świat, który malarz starał się odwzorować. Widać tu
jeszcze nieporadność ręki i anatomiczne błędy, lecz
przy całej toporności rysunku dostrzec już można żarliwość
artysty w przekazywaniu prawdy o ludzkiej egzystencji,
która w przyszłości stanie się jego artystyczną "busolą".Irving
Stone tak opisuje ten wczesny etap twórczości van
Gogha: "(...) chwycił ołówek i blok
papieru listowego, wyszukał w piekarni deszczułkę
mogącą służyć za rysownicę i wybrał się do Mareasse.
Usiadł na zardzewiałym kole i czekał na górników (...)
było jeszcze zupełnie ciemno. Szkicował spiesznie
i z grubsza; chciał pochwycić jedynie pierwsze wrażenie.
Kiedy po godzinie wszyscy górnicy zjechali na dół,
miał pięć szkiców postaci bez twarzy. Pobiegł prędko
do domu i zaczął rysować (...). Usiłował utrwalić
to wszystko, co charakteryzowało ludzi z Borinage
i odróżniało od innych: drobne, swoiste rysy, tak
dobrze mu znane, których jednak w zmierzchu i pośpiechu
nie potrafił uchwycić, gdyż modele jego zbyt szybko
znikały z pola widzenia".
DWIE WIEŚNIACZKI
NA KARTOFLISKU, olej na płótnie, 27,5x36,5
cm, Drentke, październik 1883 r., Van Gogh Museum,
Amsterdam
Rozstanie ze Sień i
konflikt z dotychczasowym nauczycielem i przewodnikiem
artystycznym Mauve'em (który
wpierał go także finansowo) sprawiły, że van Gogh
opuścił Hagę i udał
się na dwa miesiące do rolniczej prowincji Drenthe.Artysta
nie był w stanie podporządkować się regułom akademickim
w malarstwie, a bunt przeciw autorytetom oznaczał
samotność.Informował brata: "Jeżeli
chodzi o Mauve'a (...) tak samo jak on nie potrafię
się zamknąć w jakimś systemie, nie umiem się trzymać
jakiegoś wytkniętego kierunku".
Obserwował teraz życie wieśniaków i wzorując się na
twórczości Jeana Francois
Milleta, artysty z grupy barbizończyków, malował
ich podczas ciężkiej pracy w polu. Pierwszy plan obrazu
wyznaczają ciemne zaorane bruzdy, a zgięte postaci
kobiet zbierających kartofle odcinają się niemal czarnymi
sylwetami od żółtopomarańczowej łuny zachodzącego
słońca.Kolor nieba zaskakuje odważnymi odcieniami
zieleni.Obraz przenika nastrój powagi i melancholii.
JEDZĄCY KARTOFLE
olej na płótnie, 81,5x 114,5 cm , Neuen, kwiecień
1885, Van Goch Museum, Amsterdam
Artysta od początku krytyczny wobec swej twórczości,
rozróżniał wśród swoich prac szkice i obrazy. Szkice
były pracami malowanymi dla siebie, szybkimi notatkami
przydatnymi w późniejszych dokonaniach; do tej kategorii
zaliczał wielką część płócien. Natomiast powstające
rzadko obrazy stanowiły wypracowaną kompozycję. Z
okresu holenderskiego tylko płótno "Jedzący
kartofle" uważał za obraz. W liście do siostry
wysłanym latem 1887 roku
z Paryża wymieniał
je jako swoje najwybitniejsze dzieło, choć mówił,
że jest złe i szpetne. Według kryteriów wartości stosowanych
przez malarza były to określenia pozytywne, oznaczające
świadome zerwanie z "łatwą naturą" schematyczną poprawnością.
Malarz długo przygotowywał się do pracy nad tym dziełem.
Zgodnie z tradycją akademicką (chociaż się od niej
odżegnywał) wykonał około pięćdziesięciu studiów głów.
Niektóre przykuwają uwagę swoboda pędzla, śmiałością
koloru, bystrością obserwacji. Obraz z brutalną prawdą
ukazuje nędzny posiłek spracowanych i wyniszczonych
twardym życiem wieśniaków. Skupieni, jedzą w nabożnej
ciszy, jakby celebrowali mistyczny obrzęd. Każda z
postaci promieniuje jakimś wewnętrznym, trudnym do
zdefiniowania światłem. W liście do brata van Goch
tłumaczy: " Bardzo starałem się wzbudzić
w oglądającym myśl, że ci ludzie, którzy tu przy lampie
jedzą kartofle, tymi samymi rękami, którymi sięgają
do miski, orali ziemię, obraz mówi więc o pracy rąk
i o tym, ze uczciwie zasłużyli na swoje jedzenie."
TKACZ PRACUJĄCY
PRZY KROSNACH , olej na
płótnie, 67,7x93,2 cm, Nuenen, czerwiec 1884 r., Neue
Pinakothek, Monachium
W Nuenen van
Gogh malował nie tylko pejzaże i sceny rodzajowe z
pracującymi wieśniakami.Fascynowało go środowisko
brabanckich rzemieślników, zwłaszcza tkaczy.Stone
pisze: "Pilny, pracujący bez wytchnienia tkacz
mógł utkać w ciągu tygodnia pięćdziesiąt do sześćdziesięciu
metrów sukna, pod warunkiem, że żona nawijała nici
na cewkę.Zarobek jego za tydzień takiej pracy wynosił
przeciętnie 4,5 franka.Zdarzało się jednak często,
że przy odbiorze roboty fabrykant obiecywał następną
dopiero za parę tygodni.Vincent zorientował się, że
tkacze przedstawiają zupełnie inny typ człowieka aniżeli
górnicy w Borinage.
Byli to ludzie spokojni i nie buntujący się przeciw
losowi.Wglądali tak pogodnie jak dorożkarskie szkapy,
lub owce transportowane statkiem na rzeź".Artystę
interesowała nie tylko praca tkaczy, ale również przemyślna
maszyneria ich warsztatów.W licznych studiach o tej
tematyce daje się zauważyć pewne zaburzenie perspektywy
wynikające ze "stłoczenia" elementów obrazu.Świadomy
tego Vincent tłumaczył bratu: "(...)
trudno rysować tych ludzi w ich małych pomieszczeniach
bez możliwości odejścia na krok".Tu
otwarte okno stanowi jedyne, choć i tak skąpe źródło
światła dla mrocznego wnętrza, w którym z trudem można
wyodrębnić poszczególne elementy obrazu: wielkie krosna,
pracującego przy nich rzemieślnika, ciasno ustawione
sprzęty.Za oknem ukazuje się krajobraz miasteczka:
wieża kościoła i pracująca w polu wieśniaczka.
MARTWA NATURA ZE SŁOMKOWYM
KAPELUSZEM, olej na płótnie, 36,5x53,5 cm,
Nuenen, wrzesień 1885 r., '.roUer-Milller Museum,
Otterlo
Martwa natura osiągnęła szczyty rozwoju w XVII-wiecznej
Holandii; jej mistrzowski tradycje miały głęboki
wpływ na twórczość van Gocha. Artysta często wracał
do tego gatunku, zwłaszcza gdy brakowało mu środków
na wynajęcie modela. Wiele martwych natur powstało
w Nuenen. Na tym obrazie, oprócz prostych naczyń używanych
w wiejskim gospodarstwie, znalazł się również żółty
słomkowy kapelusz, który zdaje się przynależeć do
innego, bardziej wysublimowanego świata. Pozbawia
on dzieło charakterystycznej dla okresu
holenderskiego drapieżności i mroczności, jest
zapowiedzią i znakiem nowego etapu twórczej drogi.
Vincent napisał wówczas do brata: "Obecnie
odwilż panuje na mojej palecie, zanika sztywność pierwszych
początków".
PORT W ANTWERPII,
olej na tekturze, 20,5 x 27 cm , Antwerpia, grudzień
1885 r., Van Gogh Muscum, Amsterdam
W listopadzie 1885 roku
malarz znalazł się w Antwerpii,
gdzie zafascynowany ruchem portowego miasta próbował
dokumentować jego życie. Obraz wydaje się przenikać
brudnozielony osad, podobny do tego, który od dawna
pokrywa nadbrzeże oraz przebywających tam ludzi.]Ciemne
oliwkowo wrzosowe chmury sprawiają wrażenie jakby
już na zawsze pokryły rozpięte nad miastem niebo,
gasząc słoneczny blask.Kontury kadłubów statków, masztów
i dymiących kominów harmonizują z posępności otoczenia.Uproszczone
kształty potęgują wewnętrzną ekspresję sceny.
AUTOPORTRET W CIEMNYM
FILCOWYM KAPELUSZU, olej na piętnie,
41,5 x 32,5 cm , Paryż, wiosna 1886 r., Van Gogh Museum
, Amsterdam
Od czasów Rembrandta
dopiero van Gogh uczynił z autoportretu dzieło konsekwentnie
obrazujące nie tylko rozwój stylistyki malarza, ale
również głębię jego wewnętrznych przeżyć. W przypadku
holenderskiego twórcy dotyczyło to dziesięciu lat
życia, w ciągu których powstało około czterdziestu
własnych wizerunków. Pierwszy pochodzi z początkowych
tygodni pobytu artysty w Paryżu. Stylowy kapelusz,
starannie przycięte rude wąsy i broda, zawiązany na
szyi modny fular nadają portretowanemu wygląd niemal
bourgeois, o wiele bardziej "ucywilizowany"
w stosunku do późniejszych, odznaczających się coraz
większą surowością - przede wszystkim rysów - wizerunków
własnych. Jedynie nieruchome, badawcze spojrzenie
łączy wszystkie z tych realizacji. Kolorystyka płótna,
w której przeważają ciemne i czekoladowe brązy oraz
zielenie, powoduje, że badacze zaliczają obraz do
holenderskiego okresu artysty.
AUTOPORTRET,
olej na tekturze, 42 x 33,7 cm , Paryż, wiosna 1887
r., Art Institute, Chicago
To jedna z pierwszych prób eksperymentowania z
techniką pointylistyczną
podjęta pod wpływem bliskiej znajomości z jej twórcą
Georges'em Seuratem. Malarz
przedstawił tu siebie w zupełnie nowym malarskim świetle.
Drobne, nerwowe maźnięcia pędzla tworzą mieniące się
zielenią i czerwienią tło otaczające popiersie artysty
.Taki sposób malowania sprawia, że obraz zdaje się
wirować; podlegająca nieustannym przemianom przestrzeń
stanowi symboliczne ujęcie zmienności uczuć, refleksji
i nastrojów artysty. Z portretu patrzy stanowczym
wzrokiem mężczyzna ze starannie przystrzyżoną czerwono
pomarańczową brodą i gładko zaczesanymi do tyłu, wcześniej
prawdopodobnie dla osiągnięcia lepszego efektu zwilżonymi
wodą, sztywnymi włosami.
PARA BUTÓW
olej na płótnie, 34x41,5 cm, Paryż, początek 1887r,
Museum of art., Baltimore
Van Goch namalował
serię obrazów, które uznać można za martwe natury,
ich bohaterem jest para znoszonych butów. Nieefektowne,
brzydkie, pozornie typowe, na skutek szczególnej relacji
artysty z przedstawionym na nim tematem emanują swoistym
pięknem. Na obrazie trzewiki z powyginanymi, sfatygowanymi
cholewkami i zdartymi podeszwami ( przed zupełnym
zniszczeniem ratują je wbite gwoździe) tworzą swoiste
misterium prawdy przebytej drogi i trudu życia. Dlaczego
Vincent, będąc wówczas w Paryżu, wówczas centrum światowej
sztuki, gdzie rodziły się nowe kierunki sztuki, zajął
się tak trywialnym tematem, jakże odległym od blichtru
wielkiego świata. Holenderskiemu twórcy brakowało
ludzi ciężkiej fizycznej pracy, których znał i z którymi
najlepiej się czuł. Tęsknił za górnikami z Borinage,
chłopami i tkaczami z Neuen, noszącymi drewniane soboty
albo trzewiki z twardej juchtowej skóry, podobne do
tych "sportretowanych". Ich poetycki opis podaje w
swej książce Karpiński" () para rozklepanych
buciorów, jeden przewrócony podeszwą do góry, błyskający
bielą i rdzawą czerwienia, drugi wspiera go, ciemnobrązowy,
jakby dwaj bracia o podobnym losie, lecz przecież
różnym."
WIDOK NA WZGÓRZE
MONTMARTRE, olej na płótnie, 96 x
120 cm , Paryż, czerwiec-lipiec 1887 r., Stedelijk
Museum, Amsterdam
Pod wpływem techniki impresjonistycznej i pointylistycznej
van Gogh zaczął kształtować i przetwarzać pejzaż za
pomocą światła. Ale jak zauważa w książce Postimpresjoniści
Wiesław łuszczak: "Pointylizowanie
tu stosowane nie da się -jak u Seurata - porównać
do techniki mozaikowej; raczej przypomina drobno,
nerwowo cięty drzeworyt, na którym dłuto tworzy wibrujące
zmienne szlaki, wybija staccatowy rytm, szybki, układający
się w bystre strumienie, pełne wirów, nawrotów, wzajemnych
splątań i zderzeń.Pejzaże z Montmartre'u, widoki paryskich
ulic, portrety w tym okresie powstałe, nie mają jeszcze
tego blasku i siły, jaki się nam niezmiennie kojarzy
z nazwiskiem ich twórcy". Zetknięcie
ze sztuką impresjonistów wzbogaciło kolorystykę obrazów
van Gogha, osłabiając jednocześnie zdolność wyrażania
uczuć i nastroju. Impresjonizm zmienił wewnętrzną
siłę obrazów artysty w kolorową piankę. Powyższa tendencja
najwyraźniej daje o sobie znać w pejzażu.Tysiące krótkich
pociągnięć pędzla tworzy na pierwszym planie piaszczystą
drogę, która ginie wśród zieleni wzgórza Montmartre.
W dali na tle błękitnego nieba wznosi się wiatrak
ze skrzydłami przypominającymi skrzyżowane grabie;
przy nim stoją szeregiem stodoły o spadzistych czerwonych
dachach.
KOBIETA SIEDZĄCA W CAFE
TAMBOUR1N, olej na płótnie, 55,5 x 46,5 cm
, Paryż, 1887 r., Van Gogh Museum, Amsterdam
Portret przedstawia Agostinę
Segatori, właścicielkę
Cafe Tambourin, z którą łączył Holendra krótkotrwały
romans. Z pochodzenia Włoszka,
była modelką Jeana Baptiste Camille'a Corota
i Edgara Degasa. Inspiracją
tego obrazu wydaje się słynne płótno tego ostatniego
zatytułowane Absynt. Chociaż
oba dzieła więcej dzieli, niż łączy: z anonimową bohaterką
obrazu Degasa widz nie może nawiązać kontaktu wzrokowego,
jest ona pogrążona we własnych myślach, natomiast
van Gogh namalował Agostinę siedzącą z papierosem
przy stoliku z rękami wspartymi na blacie skonstruowanym
z bębna (stąd nazwa kawiarni). W liście dzielił się
z bratem spostrzeżeniami: "O wiele
chętniej maluję oczy ludzi niż katedry, bo w oczach
jest coś, czego nie ma w majestatycznych, imponujących
katedrach: ludzka dusza. Nawet oczy nędznego włóczęgi
czy dziewczyny ulicznej wydają mi się bardziej interesujące".
W ten sposób van Gogh pokazał,
jak bardzo jego twórczość różniła się od dokonań
impresjonistów. Mimo że ukazał modelkę, używając
impresjonistycznego sposobu malowania, pozbawił scenę
obiektywizmu tak przestrzeganego przez przedstawicieli
tego kierunku. Wielkie, wyraziste, pełne melancholii
oczy kobiety emanujące głębią sprzecznych uczuć nie
pozostawiają odbiorcy obojętnym, intrygują, prowokując
do snucia przypuszczeń.
PORTRET "OJCA"
TANGUY, olej na płótnie, 65 x 51 cm
, Paryż, zima 1887/88 r., kolekcja prywatna
Jest to późniejszy z dwóch namalowanych przez
artystę portretów "ojca"
Tanguy, miłośnika i protektora nowoczesnych
twórców. Oprócz brata Theo
i doktora Gacheta tylko
on doceniał i wystawiał w swym skromnym sklepie obrazy
van Gogha.Bezinteresowny, prostoduszny jak wielu jego
podopiecznych żył i umarł w niedostatku. Nie chciał
i nie umiał spekulować na zgromadzonych przez siebie
obrazach. W 1953 roku Wojciech
Natanson w artykule, napisanym
z okazji setnej rocznicy urodzin artysty, przytoczył
następujące wydarzenie: "Gdy kilka
lat po śmierci van Gogha, ktoś zapytał ojca Tanguy
o cenę jednego z obrazów, otrzymał odpowiedź: - Czterdzieści
osiem franków - dlaczego akurat czterdzieści osiem?Może
po prostu pięćdziesiąt?- Nie, proszę pana - powiedział
na to Tanguy.- Vincent był mi winien czterdzieści
osiem, zapłacił obrazem.Nie chcę na nim zarabiać".
Z portretu patrzy człowiek niezłomnego charakteru.
Frontalnie upozowana krępa postać wypełnia obraz o
symetrycznej kompozycji. W sposób najbardziej wyrazisty
została przedstawiona twarz: szeroko rozstawione oczy
patrzą trochę melancholijnie, lekko rozchylone usta
pozwalają się domyślać, że portretowany nie ma zębów,
co jednocześnie nadaje obliczu wyraz wzruszającej
poczciwości. Podkreślają jeszcze kapelusz z wywiniętym
rondem nasunięty na czoło. Ścianę tworzącą tło przedstawienia
zdobią japońskie grafiki, co ma wskazywać na nowoczesność
gustów "ojczulka". Zza ramienia i spod łokcia
Tanguy wyłaniają się jak opiekuńcze duchy dwie Japonki
(prawdopodobnie z plakatów).
MARTWA NATURA Z WINOGRONAMI,
JABŁKAMI, GRUSZKĄ I CYTRYNAMI, olej
na płótnie,44 x 59 cm , Paryż, jesień 1887 r., Art
Institutc, Chicago
Obraz ten stanowi syntezę różnych wpływów, środków
wyrazu i postaw twórczych, z którymi malarz zetknął
się w Paryżu. Realistyczne,
ostro zarysowane kontury i pełne, zwarte formy owoców
kształtowane "po cezannowsku"
kontrastują z zielonkawo kremowym talerzem. Zgodnie
z impresjonistycznym wzorcem na szklanej karafce załamują
się kolory i światło, natomiast duch modnej wówczas
sztuki japońskiej został wyrażony w podłużnych wzorach
tapet w tle.
MARTWA NATURA Z BUTELKĄ
I CYTRYNAMI NA TALERZU, olej na plótnie,
46.5x38,5 cm, Paryż, wiosna 1887 r., Van Gogh Museum,
Amsterdam
Ten obraz wykazuje wyraźne inspiracje Cezanne'em,
chociaż van Gogh porzucił monumentalność i statyczność
cezannowskich układów; nadał całej kompozycji wrażenie
ruchu, osiągając to przez układające się w półkole
krótkie pociągnięcia pędzla oraz rozkładając bezładnie
owoce.
.