Pobyt w Prowansji ( luty 1888- maj 1889)

SAINT-REMY WALKA Z CHOROBĄ Vincent przyjechał do Saint-Remy 8 maja 1889 roku. Zakład Saint-Paul, położony malowniczo na wzniesieniu, znajdował się w dawnym klasztorze, w odległości dwóch kilometrów od miasteczka.W Pasji życia został opisany następująco: "Oddział, na który zaprowadzono Yincenta, przypominał poczekalnię III klasy na opuszczonej wiejskiej stacyjce.Pacjenci mieli kapelusze, okulary i płaszcze podróżne na sobie, a w rękach trzymali laski jak gdyby właśnie zamierzali wyjechać (...).Jedenastu mężczyzn siedzących dookoła zimnego pieca nie zwróciło żadnej uwagi na nowo przybyłego". Vincent trafił pod opiekę doktora Peyrona, byłego lekarza okrętowego z Marsylii, który po krótkim badaniu ustalił diagnozę: ataki padaczki mózgowej.Pacjent poddał się biernie zaordynowanej terapii, przystosowując się z wolna do monotonnego trybu życia obowiązującego w zakładzie. Leczenie polegało na dwóch gorących kąpielach tygodniowo i unikaniu wszelkich czynności mogących w jakikolwiek sposób zakłócać spokój chorego. Malarz trzymał się dzielnie i żył nadzieją, że odzyska siły i znów będzie mógł malować. Dużo czytał i regularnie pisał do Theo. Po jakimś czasie do jego dyspozycji oddano małe atelier. Ale okna opatrzone były żelaznymi, grubymi sztabami. Vincent malował krajobraz widziany z okna.Na przednim planie widniało zboże, zbite i połamane burzą. Jakiś mur ciągnął się wzdłuż stoku, a poprzez szare listowie kilku oliwek przeświecały chaty i wzgórza". Znów mógł malować - odzyskał swoją cudowną broń przeciwko zwątpieniu i szaleństwu. W liście do brata prosił o zapas farb i niezbędne przybory.Każdego ranka rozstawiał w ogrodzie sztalugi. Czuł się coraz lepiej: pozwolono mu nawet-pod opieką strażnika - wychodzić poza bramę zakładu. W pejzażu Prowansji urzekały go teraz cyprysy o strzelistych, "płomiennych" kształtach.Ich ciemne, niemal czarne sylwety kontrastowały z żółtymi tanami pszenicy i niebem malowanym podłużnymi i spiralnymi pociągnięciami pędzla. Doskonale nadawały się też jako temat "studiów nocnych", czego wyrazem jest obraz "Gwiaździsta noc z cyprysem" na tle migoczącego złotem gwiazd. "Cyprysy zaprzątają mnie ciągle, chciałbym zrobić z nich coś podobnego do obrazów słoneczników, bo dziwi mnie, że nikt ich jeszcze nie namalował tak, jak ja je widzę. W liniach i proporcjach są piękne niczym egipski obelisk. A zieleń jest tak wyjątkowo szczególnym odcieniem. To czarna plama w oświetlonym słońcem krajobrazie, ale to jeden z najciekawszych czarnych odcieni, lecz nie znam drugiego, który byłby trudniejszy do uchwycenia. Tutejsze cyprysy trzeba widzieć na tle błękitu, a dokładniej mówiąc, w błękicie" - zwierzał się Wilhelminie.Van Gogh działał teraz zgodnie z dawnym, podporządkowanym pracy rytmem.Codziennie o zachodzie słońca wracał szczęśliwy z nowym obrazem. Za zgodą doktora Peyrona pojechał nawet do Arles, by zabrać płótna z "żółtego domu".

Kilka dni po powrocie, w trakcie malowania starych kamieniołomów, dostał pierwszego ataku od czasu pobytu w klinice. Trwał ponad miesiąc, a jego konsekwencją był stan zupełnej apatii - jeszcze niedawno sądził, że jest prawie zdrowy. Nie poddał się jednak i po jakimś czasie znów powrócił do pracy. Malował widok z okna pokoju: pola dojrzewającego zboża, kosiarza przy żniwach. Pracował nad kolejnymi autoportretami. Pozował mu także jeden ze strażników o nazwisku Trabuc. Kopiował z reprodukcji Delacroix (Pieta, Miłosierny Samarytanin) i ulubionego Milleta (Kosiarz, Siewca, Odpoczynek). Gdy rozpoczął się zbiór oliwek, ponownie pozwolono mu opuszczać zakład. Jak w transie malował gaje, chociaż jego płótna stały się bardziej wyważone i oszczędne. W przerwach po między nawrotami choroby intensywnie pracował.

Miał wrażenie, że żyje w dwóch różnych, niezależnych od siebie światach. Potrzebował zmiany i zapragnął powrotu na Północ: "Zobaczyć ludzi i przez obcowanie z nimi nabrać wigoru i ożywić myśli" - napisał do brata. Theo przysłał mu w odpowiedzi entuzjastyczną recenzję jego obrazów zamieszczoną w prestiżowym Mercure de France. Jej autorem był znany krytyk, Albert Aurier (1865-1892). Do listu dołączył czek na czterysta franków. Było to honorarium za pierwszy i jedyny sprzedany obraz artysty Czerwona winnica w Arles, który zakupiła Anna Boch (1848-1936) - siostra znanego belgijskiego malarza. Nowiny te bardzo podniosły na duchu malarza, pozwalając mu mocniej uwierzyć w siebie i cel swej pracy.Kiedy jednak jego ostatnia wizyta w Arles zakończyła się ponownym atakiem, załamany, podjął próbę samobójczą. Van Gogh usiłował połknąć zawartość tuby z farbą, a następnie wypił butelkę terpentyny - odratowano go i przeniesiono na oddział o zaostrzonym rygorze. Przestał malować i długo wracał do sił, żyjąc planami powrotu do Paryża. Doktor Peyron był temu przeciwny, mimo to artysta - dzięki zdecydowanej interwencji Theo - opuścił zakład i w maju 1890 roku wyjechał z Saint-Remy.Zdążył jeszcze namalować ukochane irysy ze szpitalnego ogrodu - te same, które uwiecznił na początku pobytu w zakładzie, dokładnie rok wcześniej.To niemal symboliczny akt zamknięcia najważniejszego etapu twórczego w życiu Vincenta van Gogha - etapu prowansalskiego.

KONIEC PODRÓŻY POBYT W AWERS-SUR-OISE stanowił ostatni etap pełnej dramatycznych wydarzeń twórczej drogi van Gogha. Dotkliwie odczuwał już wówczas opuszczający go zapał do dalszego malowania, lecz wiedział, że musi tworzyć, bo tylko to było w stanie utrzymać go jeszcze przy życiu. Obrazy z Auvers są wyrazem takiej właśnie determinacji, krzykiem rozpaczy i cierpienia. W nich odnaleźć można najwyższą i najpełniej brzmiącą nutę artystycznej ekspresji holenderskiego mistrza.

AUVERS-SUR-0ISE Po przyjeździe do Paryża van Gogh zatrzymał się na krótki czas u Theo, który mieszkał teraz z żoną i niedawno narodzonym synem Vincentem Willemem. Ze wzruszeniem oglądał obrazy, które przez lata konsekwentnie posyłał bratu. Było ich około siedmiuset. Po kilku dniach wyjechał do Auvers-sur-0ise, gdzie na prośbę Theo zaopiekował się nim doktor Paul Gachet, lekarz psychiatra, a zarazem wielki miłośnik malarstwa. Malarz spędził tam dwa ostatnie miesiące życia. Gachet był wielkim, nawet egzaltowanym, admiratorem sztuki van Gogha.

Po latach dramatycznej i beznadziejnej walki o uznanie, taki stosunek do jego ttwórczości szokował artystę. Wynajął pokój w gospodzie opodal mieszkania swojego opiekuna i natychmiast przystąpił do pracy. Wędrował ze sztalugami po okolicy w poszukiwaniu motywów. Malował z właściwym sobie pośpiechem, jakby w poczuciu uciekającego czasu. Choroba i przymusowa bezczynność zrobiły swoje. Ręka malarza była teraz mniej sprawna. Widać to wyraźnie na obrazie "Chata w Cordeville", na którym ledwie zaznaczają się kontury, a ślady prowadzenia pędzla są nerwowe, urywane, wyraźnie brak im precyzji. Twórca wstawał wcześnie, jak dawniej, lecz nie odczuwał już tej samej wewnętrznej mocy. Wracał zmęczony, często sfrustrowany, zwłaszcza gdy nie był w stanie ukończyć obrazu. Próbował wówczas poprawiać płótna namalowane w zakładzie w Saint-Remy. Traktował twórczość jako ucieczkę przed chorobą i paraliżującym lękiem, że ataki się powtórzą. W tym czasie powstał obraz "Droga z cyprysem i gwiazdą". Jego zgaszona, ziemista kolorystyka nie wyraża już, tak jak dawniej, nabrzmiałych do ostateczności emocji. Rolę tę przejął niezwykły dynamizm linii. Wydłużone i rozfalowane kształty przedmiotów tworzą wspólny układ napięć, który organizuje przestrzeń, nadając jej niemal mistyczne znaczenie. Van Gogh wciąż szukał nowych twórczych podniet. Oczarowany pięknem kościoła w Auvers-sur-0ise, przedstawił go jako porywające swą urodą dzieło, jakby organicznie związane z otoczeniem. Wrócił również do portretowania.Jak dawniej na modeli wybierał ludzi prostych, pozbawionych społecznego splendoru, związanych przez życie i pracę z naturą, czego przykładem jest obraz Wieśniaczka w kapeluszu. Ostatnie dzieło van Gogha to głęboko psychologiczny "portret doktora Gacheta" po mistrzowsku oddający charakter człowieka nadmiernie skłonnego do melancholii". "Pan Gachet robi na mnie wrażenie równie chorego i nerwowego jak ty i ja, a do tego jest o wiele starszy. Kilka lat temu stracił żonę, ale jest prawdziwym lekarzem, jego rzemiosło i wiara podtrzymują go. Jesteśmy już w wielkiej przyjaźni. Pracuję nad jego portretem, głową w białej czapce, jego blond włosy w zupełnie jasnych odcieniach; skóra rąk też zupełnie jasna; niebieski frak, kobaltowe tło. Opiera się o czerwony stół, na którym leży żółta książka i stoi naparstnica o purpurowych kwiatach" - donosił bratu.

Kruchą, pełną zwątpień i trosk stabilizację artysty zburzyły kłopoty Theo: poważna choroba dziecka oraz zagrożona pozycja w firmie Boussod Yaladon. Ponura perspektywa utraty materialnego wsparcia do reszty go załamała. Przeżywał głęboki kryzys twórczy, przekonany, że piękno otaczającego świata nie będzie już w stanie wyzwolić w nim wewnętrznej mocy. Wreszcie doznał uczucia ostateczne go wypalenia. Czując zbliżający się nieuchronnie nawrót choroby, popadł w rozpacz.W Pasji życia znalazł się opis ostatnich godzin artysty: "(...) pobiegł na zaorane pole z tyłu za zamkiem. Teraz nadszedł kres...Zwrócił twarz ku słońcu, przyłożył rewolwer do boku i nacisnął spust.Upadł i twarzą zarył w żyznym grząskim ile - proch wracający na łono matki".29 lipca 1890 roku artysta zmarł w swym skromnym pokoju, w ramionach brata.

Na krótko przed śmiercią powstał obraz "Kruki nad polem zboża", który najdobitniej określa nastrój jego ostatnich dni - samotność i bezbrzeżną rozpacz.Niedokończony list do Theo napisany dwa dni wcześniej brzmi jak pożegnanie: "Chciałbym Ci napisać o wielu sprawach, ale czuję, że to bez sensu (...). W moim własnym dziele stawką było życie, i w połowie straciłem przy tym rozum...".

POGRZEB Yincenta van Gogha odbył się 30 lipca.Przybyła garstka najwierniejszych przyjaciół: "ojczulek" Tanguy, Emile Bernard, doktor Gachet, Camille Pissarro. W sali, w której spoczywało ciało, rozwieszono obrazy malarza, a trumnę pokryły żółte kwiaty: słoneczniki i dalie; sztalugi, składane krzesło i pędzle leżały na podłodze. Został pochowany na cmentarzu w Auvers. Ceremonię opisał w liście do Alberta Auriera Emile Bernard: "Doktor Gachet (...) chciał powiedzieć kilka słów o życiu Vincenta, ale on też tak płakał, że zdołał tylko wykrztusić kilka zmąconych słów pożegnania...(co było najpiękniejsze). Był porządnym człowiekiem, powiedział, i wielkim artystą. (...) Sztukę stawiał ponad wszystkim, i to ona spowoduje, że żyć będzie nadal. Potem wróciliśmy. Theodore van Gogh jest złamany z bólu".

Theo zmarł niemal pół roku później, 25 stycznia 1891 roku w Utrechcie.W 1914 roku odbyła się ekshumacja, a jego szczątki spoczęły obok ukochanego brata. Przy murze cmentarza w Auvers znajdują się bliźniacze mogiły.Różnią się tylko imionami i datami w napisach na jasnym kamieniu: "lei repose Vincent van Gogh - 1853-1890", "lei repose Thćodore van Gogh - 1857-1891

.

 

 

 
Copyright © Wojtu.Wszystkie prawa zastrzeżone.