Wielki zwrot (listopad 1885-luty1888)

ANTWERPIA DROGA DO PARYŻA W listopadzie 1885 roku van Gogh znalazł się w Antwerpii, gdzie przebywał do lutego 1886 roku. Dzięki finansowemu wsparciu Theo wynajął dość nędzny pokój, którego ściany ozdobił japońskimi drzeworytami kupowany mi po niskich cenach u miejscowych antykwariuszy. Sztuka ta pociągała go nie tylko egzotyką i subtelną dekoracyjnością, ale i kolorystyką, tak różną od tej, którą dotąd stosował w swych obrazach. Fascynacja ta miała wpływ na twórczość malarza:z jego obrazów zaczęty znikać mroczne krajobrazy wiejskie oraz chłopi przy pracy. Van Gogh wstąpił do Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie - przełamując niechęć do mechanicznego naśladownictwa - wytrwale kopiował gipsowe odlewy antycznych rzeźb.Nauka w Akademii przypominała mu rygorystyczny dogmatyzm pierwszego nauczyciela Antona Mauve'a. Vincent, wierny własnej malarskiej intuicji, jeszcze raz odrzucił "jedynie słuszny" kanon antycznego piękna. O wiele większą przyjemność znajdował w kontemplowaniu radosnych, mieniących się tysiącem barw dzieł zmarłego w Antwerpii Petera Paula Rubensa (1577-1640), które stanowiły niejako zaprzeczenie sztuki niderlandzkiej z jej chłodno wykalkulowaną protestancką oschłością i mieszczańską statecznością.

NOWY WYMIAR SZTUKI Z początkiem marca 1886 roku Vincent pojawił się niespodziewanie w Paryżu. Wyglądał dość szczególnie: w mocno zniszczonym ubraniu proletariusza, dźwigając pod pachą obraz "Jedzący kartofle" oraz teczkę z kilkoma najlepszymi szkicami. Bracia zamieszkali razem w maleńkiej garsonierze Theo przy rue Laval. Dopiero w czerwcu zmienili lokum na większe, przy rue Lepie 54, w którym Vincent mógł już mieć pracownię. Aby pogłębić znajomość techniki malarskiej oraz nabrać swobody i finezji rysunku, zaczął uczęszczać do szkoły malarstwa i rysunku Ferdinanda Cormona (1845-1924). Tam nawiązał kontakty z Henrim de Toulouse-Lautrekiem (1864-1901) i Emileem Bernardem (1868-1941). Cormon był dosyć przeciętnym malarzem akademickim, ale za to wspaniałym nauczycielem. Podczas trzymiesięcznej edukacji Vincent pozbył się wielu nawyków, przede wszystkim upodobania do rodzajowości oraz ponurych nieefektownych motywów. Szybko zadomowił się w stolicy. Dzięki rozległym kontaktom Theo w środowisku paryskiej bohemy poznał Paula Gauguina (1848-1903), Georgesa Seurata (1859-1891) oraz, już wówczas legendę impresjonizmu, Camille'a Pissarra (]830-1903).Brat Vincenta kierował w tym czasie galerią Boussod Yaladon przy rue Faubourg Montmartre; sprzedawał obrazy wziętych malarzy akademickich, choć jego upodobania artystyczne były zupełnie inne. Na antresoli galerii urządził stałą niewielką wystawę płócien impresjonistów. Wciąż był to kierunek nie do końca uznawany w konserwatywnych kręgach, choć od pierwszego sławnego pokazu w atelier Nadara (właśc. Gaspard Felix Tournachon,1820-1910) w 1874 roku minęło już dwanaście lat. Impresjonizm rozwijał się jednak w sposób konsekwentny i wielokierunkowy. W Paryżu Vincent mógł zapoznać się ze wszystkimi stylistycznymi wariantami tego kierunku, nie do końca był do niego przekonany. Ten brak entuzjazmu wypływał zapewne z dotychczasowych doświadczeń twórczych i konwencjonalnego wykształcenia artystycznego. Lecz wrażliwa, neurotyczna, skłonna do skrajnych postaw natura malarza sprawiła, że początkowy brak akceptacji dla impresjonizmu wkrótce zamienił się w niemal bezkrytyczne uwielbienie. Van Gogh z zapałem zaczął zgłębiać teorię i technikę malarską Pissarra oraz doktrynę pointylistyczną Seurata, zachwycał się kolorytem i syntetycznym rysunkiem Gauguina. Zapragnął zostać twórcą impresjonistycznym. Zabrał się do eksperymentowania z taką pasją, że budził trwogę wśród malarskiej braci. "Albo oszaleje, albo zostawi impresjonistów daleko w tyle" - skomentował Pissarro, obserwując niemal histeryczne zachowanie van Gogha. Jego obrazy nabrały teraz światła, blasku i kolorów. Malował dużo i z entuzjazmem, bezwiednie adaptując charakterystyczne elementy różnych stylów. Coraz częściej między braćmi dochodziło do gorących i zapalczywych dyskusji. Vincent jednak, niezrażony opiniami Theo, próbował nawiązać osobisty dialog z impresjonizmem. W październiku 1886 roku namalował Restaurację z ogródkiem Guinguette na Montmartrze. Artyści, a wraz z nimi van Gogh, włóczyli się po Paryżu, zaglądając do kawiarni i knajp. Pili wtedy w dużych ilościach rujnujący zdrowie absynt i kłócili się o jedyne i ostateczne prawdy o sztuce. Czasem wybierali się na krótkie wycieczki w podparyskie okolice. Najczęściej bywali w Asnieres- niewielkim kąpielisku nad Sekwaną. Tu latem 1887 roku artysta namalował Widok Sekwany z mostem Grandę Jatte - obraz niewątpliwie inspirowany pointylistycznym płótnem Seurata Niedzielne popołudnie na wyspie Grandę Jatte. Van Gogh ze swym gwałtownym temperamentem nie był jednak w stanie zastosować metody Seurata polegającej na żmudnym punktowaniu płótna odpowiednio dobranymi pigmentami dopełniającymi. Użył więc tej metody bardzo intuicyjnie i powierzchownie, uzyskując jednakże bliski płótnom twórcy pointylizmu efekt idealnie zobiektywizowanego przedstawienia. Obrazy powstałe w 1887 roku, takie jak "Restauracja Sirene w Asnieres", pejzaże z Montmartreu, widoki paryskich ulic i liczne autoportrety, cechuje jakby stan oczekiwania. Metoda stosowa na w nich pod wpływem mistrzów pointylizmu daje w efekcie niezdecydowaną drgającą szarość płótna, gdzieniegdzie tylko dopuszczającą jakiś mocniejszy akcent kolorystyczny.W tym samym czasie powstały Cztery słoneczniki - obraz ujawniający zupełnie inne możliwości twórcze van Gogha. Poprzez układ kompozycyjny i dopełniający kontrast kolorów sugeruje on kryjącą się w niemal banalnych kwiatach słonecznika ogromną siłę, która niepokoi i fascynuje dynamizmem, stanowiącym być może wyraz dramatycznych zmagań twórczych artysty. Szybko się okazało, że impresjonizm interesował van Gogha jedynie jako ostateczne przełamanie znienawidzonych przez niego konwencji akademickich. Pomógł mu odkryć możliwości czystej gamy barwnej i rozświetlić paletę, właściwie nie zmieniając mocno już ukształtowanej koncepcji malarskiej, która opierała się na wyrazie, a nie wrażeniu, jak tego wymagała doktryna impresjonizmu. Artysta często bywał w Cafe Tambourin przy bulwarze Clichy. Związał się nawet na krótko z właścicielką lokalu, Włoszką Agostiną Segatori - dawną modelką Corota i Edgara Degasa (1834-1917). Sprzyjająca malarzom atmosfera tej kawiarni zachęciła Bernarda, Gauguina, Toulouse-Lautreca i van Gogha do urządzenia tam wspólnej wystawy obrazów. Aby odróżnić się od uznanych już wówczas tzw. malarzy wielkich bulwarów (Pissarro, Degas, Monet, Seurat), nazwali się malarza mi małych bulwarów. Zwiedzających pojawiło się niewielu, nie udało się także sprzedać żadnej pracy, ale była to w istocie pierwsza wystawa postimpresjonistów i jednocześnie jedyna, w której van Gogh wziął udział. Ukoronowaniem okresu paryskiego były dwa portrety Juliena Tanguy (1825-1894).Był to człowiek wielkiej dobroci - artyści nazywali go "ojcem" (lub "ojczulkiem"); uczestnik Komuny Paryskiej, zwolennik sprawiedliwości społecznej, uosabiał ideały paryskiej bohemy. Prowadził sklepik z farba mi oraz akcesoriami malarskimi;najczęściej sprzedawał na kredyt lub przyjmował zamiast należności gotowe dzieła klepiących biedę malarzy. Wzbudzało to wściekłość pani Tanguy, która w odróżnieniu od małżonka bardziej ceniła gotówkę niż sztukę awangardową. "Ojciec" Tanguy gorąco wierzył w talent swych przyjaciół; na zapleczu skromnego sklepiku przy rue Clauzel urządził maleńką galerię z obrazami m.in. Paula Cezanne'a (1839-1906), Gauguina, van Gogha, Seurata, Toulouse-Lautreca. Czasami udawało mu się coś sprzedać, lecz robił to niechętnie, bo przywiązywał się do ofiarowanych mu dzieł. Dzięki działalności "ojca" Tanguy odwiedzający go artyści mogli się zapoznać z malarskimi osiągnięciami kolegów po pędzlu. To tam Cezanne po obejrzeniu obrazów van Gogha stwierdził, że "to dzieła szaleńca". Vincent sportretował "ojczulka" w sposób mocno uproszczony. Monumentalną, nieforemną - niemal kwadratową - jego postać umieścił na tle ściany wytapetowanej japońskimi grafikami. W ciągu dwóch lat spędzonych w Paryżu van Gogh pospiesznie i nerwowo usiłował scalić powstające tam idee i nurty artystyczne. Spośród wszystkich impulsów najbardziej trwale zafascynowała go sztuka japońska, egzotyką i świeżością porywająca nie tylko ówczesnych artystów i koneserów sztuki. Van Gogh podziwiał czystość i niewymuszoną lekkość grafiki japońskiej, intensywność kładzionych płasko kolorów, a zwłaszcza, co było reakcją na impresjonistyczny zanik formy, mocno i zarazem subtelnie zarysowane kontury. W wyniku tej fascynacji w 1887 roku powstały kopie artysty z drzeworytów barwnych Andó (zwany też Utagawa) Hiroshige (1797-1858), które złożyły się na tzw.serię japońską. Najbardziej znane kompozycje z tego cyklu to Kwitnąca śliwa i Most w deszczu. Artysta namalował je olejami na płótnie, nie mógł więc osiągnąć lekkości i przejrzystości papierowych plansz; mimo wysiłku, by zachować wierność oryginałom, nadawał im własną siłę wyrazu.Studiowanie i kopiowanie sztuki japońskiej ośmieliło holenderskiego twórcę do używania czystych kolorów, emanujących własnym światłem, bez stosowania światłocienia i refleksów. Do swych studiów potrzebował jednak zmiany otoczenia i samotności. Znużony wielkomiejskim życiem i melancholią paryskiej zimy, powodowany chęcią obcowania z naturą malarz postanowił wyjechać do Arles. Zachęcali go do tego Cezanne i Toulouse-Lautrec, zapewniając, że dopiero w słońcu Prowansji będzie mógł w pełni rozwinąć malarską ekspresję, niezależną od różnorakich wpływów artystycznego Paryża. Decyzja była szybka.

Copyright © Wojtu .Wszystkie prawa zastrzeżone.