Vincent VanGogh urodził się
30 marca 1853 roku w Groot
Zundert, niewielkiej miejscowości w Brabancji.
Był najstarszym z sześciorga dzieci Theodorousa van
Gocha i Anny Corelli Carbentus.
Ojciec był pastorem, człowiekiem gruntownego wykształcenia
i surowych zasad. Matka pochodziła z Hagi, gdzie jej
ojciec, posiadał tytuł królewskiego introligatora.
W 1875 roku przyszedł na Świat Theodorus (zwany
Theo) brat, z którym łaczyła przyszłego malarza
najsilniejsza więź.
Edukacja W 1864 roku
Vincent van Goch ukończył szkołę podstawową w Groot
Zundert. Naukę kontynuował w protestanckim gimnazjum
w Tilburgu. Nauka przychodziła mu z trudem - w 1868
roku porzucił szkołe. Dużo czasu poświęcał
lekturze, z zapałem zgłębiał Biblię; wielkie wrażenie
wywarła na nim twórczość Honoriusz
Balzaka, Victora Hugo,
Fidora Dostojewskiego,
Josepha Ernesta Renana
(1823-1892) i Emila Zoli
(1840-1902).Ich dzieła inspirowały go w życiowych
poczynaniach - od kontaktów z ludźmi i wyborów moralnych,
aż po upodobania malarskie i filozofię sztuki.Klęska
zawodowa Życzeniem ojca było, by syn rozpoczął pracę;
otrzymał ją dziękirekomendacji stryja, swego imiennika,
Vincenta van Gogha. Odsprzedał on swoją haską galerię
paryskiej firmie Goupil&Cie zajmującej się handlem
dziełami sztuki. Dysponowała ona filiami w Londynie,
Brukseli, Berlinie, Nowym Jorku i oczywiście w Hadze,
gdzie w 1869 roku Vincent
podjął pracę jako przedstawiciel handlowy - sprzedawał
reprodukcje. Pracował sumiennie, dużo czytał i zwiedzał
muzea; po czterech latach w dowód uznania za doskonałe
wyniki dostał awans.
W styczniu 1873 roku
prze niesiono go do brukselskiej, a w maju do londyńskiej
filii Goupil&Cie. W drodze na Wyspy zatrzymał
się w Paryżu, gdzie
oczarowały go zbiory Luwru.
W tym okresie powstały prawdopodobnie pierwsze szkice
przyszłego artysty, które - niezadowolony z efektu
- zniszczył. Kariera marszanda zapowiadała się wspaniale,
lecz przerwał ją pierwszy głęboki zawód miłosny. Van
Gogh zakochał się w pięknej Eugenii
Loyer, córce właścicielki domu, w którym wynajmował
mieszkanie. Po wyznaniu uczuć spotkał się z gwałtowną,
pełną szyderstwa odmową dziewczyny. Od tej pory Holendra
nie opuszczało poczucie klęski. Zaczął wątpić w słuszność
obranej drogi - stał się opryskliwy, często obrażał
klientów. Spowodowało to ostry konflikt z zarządem
firmy; pod koniec 1874 roku
dzięki stryjowi otrzymał czasowe przeniesienie do
paryskiej filii firmy. Pobyt tam trwał prawie rok,
ale Vicent coraz bardziej zaniedbywał pracę: przede
wszystkim interesowało go zwiedzanie muzeów i galerii
sztuki. Zachwycał się malarstwem Rembrandta
(1606-1669) i XVII-wiecznych tzw. małych mistrzów
holenderskich oraz Jeana Baptiste
Camillea Corota (1796-1875). W grudniu
1875 roku wyjechał na świąteczne wakacje do
rodziców, nie zważając na to, że nie otrzymał urlopu;
wymówiono mu posadę. Van Gogh już nigdy nie podjął
żadnej regularnej pracy zarobkowej, pozostając do
końca życia na utrzymaniu brata.
Zwrot ku religi
Młody człowiek nie mógł znaleźć dla siebie miejsca,
marzył, by pracować dla dobra ogółu. Możliwości takie
dawała religia. Nie pomogła opinia Theo, który na
podstawie kilku szkiców brata zauważył u niego zdolności
rysunkowe. Vicent postanowił i podjąć pracę pomocnika
nauczyciela w anglikańskiej szkole w Ramstage
(Anglia); uczył francuskiego i pomagał w nauce uczniom
mieszkającym w internacie. Nie otrzymywał pensji,
jedynie kwaterę i wyżywienie. W październiku
1876 roku został asystentem pastora metodystów
Jonesa w Isleworth
- robotniczym przedmieściu Londynu.
Już w listopadzie wygłosił pierwsze przygotowane przez
i siebie kazanie w kościele w Richmond.l Od tej pory
był pewien, że życie chce l poświęcić służbie Bogu
oraz głoszeniu Ewangelii wśród ubogich. W maju
1877 roku - z błogosławieństwem ojca l - wyjechał
na studia teologiczne do ; Amsterdamu,
lecz mimo podejmowania heroicznych wysiłków, by nauczyć
się łaciny, greki i matematyki, oblał egzamin wstępny.
Próbował - także bez skutku - uzyskać tytuł świeckiego
kaznodziei we flamandzkiej szkole ewangelizacji w
Brukseli.Idąc za głosem powołania, zaczął działać
na własną rękę.
KLĘSKA KAZNODZIEJSKIE
MISJI Pod koniec
1878 roku Vicent van Gogh przeniósł się na
południe Belgii, do górniczego zagłębia Borinage,
aby głosić Słowo Boże żyją cym w skrajnej biedzie
górnikom. Jego determinacja spowodowała, że w styczniu
1879 roku otrzymał upragnioną posadę świeckiego
kaznodziei w Petit-Wasmes.
Lecz i ta misja zakończyła się fiaskiem. Powodowany
współczuciem, utożsamiając się z cierpieniem i niedolą
powierzonych mu wiernych, by ich wesprzeć, van Gogh
postanowił stać się jednym z nich. Zamieszkał w nędznej
chacie, sypiał na słomie, żywił się chlebem i melasą.
Skutkiem takiej postawy było poważne wyniszczenie
organizmu i całkowita porażka pełnionej misji. Działalność
Vicent doprowadziła do konfliktu z Belgijskim Komitetem
Ewangelizacji - po sześciu miesiącach stracił posadę
(mimo to działał do lipca 1880
roku). Wzrastający niepokój i niepewność jutra skłoniły
go do wznowienia korespondencji z bratem, który pracował
wówczas w paryskiej filii firmy Goupil& Cie. Theo
natychmiast pospieszył z pomocą finansową i wsparciem
duchowym, usilnie namawiając brata, by zajął się rysowaniem.
PIERWSZE MALUNKI
W pewien jasny, pogodny jesienny dzień 1880
roku ogarnięty rozpaczą van Gogh siedział pod bramą
kopalni. Nagle ujrzał starego wynędzniałego górnika
wracającego do domu po skończonej szychcie. Przyszłego
artystę zaintrygowała jego pełna ekspresji postać.Na
skrawku papieru narysował ołówkiem pierwszy szkic.Odtąd
van Gogh wykonywał w pośpiechu studia mieszkańców
Borinage: idących o świcie do pracy, pochylonych przy
codziennych zajęciach, zbierających resztki węgla
na hałdach. "Gdy ojciec widzi mnie
z, francuską książką w ręku, z Micheletem lub z Victorem
Hugo, zaraz myśli o podpalaczach, mordercach i nieobyczajności;
jest to naprawdę zbyt głupie, wiec rozumie się samo
przez się, ze nie daje się wywodzić na manowce tego
rodzaju gadaniną. Nieraz mówiłem ojcu, żęby przeczytał
choć kilka stron takiej książki, a na pewno się wzruszy,
ale on z uporem odmawiał (...)".
z listu Vincenta van Gogha do brata. Pracując nad
techniką, do znudzenia kopiował wszystkie reprodukcje,
które miał pod ręką, m.in. Honore
Daumiera (1808-1879), Theodorea
Rousseau (1812-1867), Jeana
Francois Milleta (1814-1875).
Potrzebował wówczas towarzystwa ludzi, którzy
nie tylko dzieliliby jego nową pasję, ale także mogli
ocenić jego pracę i służyli radą.
Jesienią 1880 roku, dzięki pomocy Theo, Yincent
zapisał się do Ecole des Beaux-Arts w Brukseli.
Tam nawiązał znajomość z holenderskim malarzem Anthonem
van Rappardem (1858-1892), który użyczył mu
swej pracowni. Po wyjeździe van Rapparda Yincent,
nie mogąc pozwolić sobie na samodzielne mieszkanie,
w kwietniu 1881 roku powrócił
do domu rodziców w Etten. Zachęcany przez brata, całe
dnie spędzał na rysowaniu. Kopiował z reprodukcji
obrazy Hansa Holbeina młodszego
(1497 lub 1498-1543) oraz sceny rodzajowe Paula
Gavarniego (1804-1866), Gustave'a
Dore (1832-1883), Feliciena
Ropsa (1833-1898), posługiwał się też tablicami
anatomicznymi zwierząt domowych. Pracował nad opanowaniem
perspektywy.
Mnóstwo czytał. Jednak najbliżsi nie podzielali
entuzjazmu Yincenta, a jego nową pasję traktowano
z rezerwą. Wyjątkiem był Theo, z którym przyszły malarz
dzielił się refleksjami dotyczącymi pracy twórczej,
sztuki, lektur i przeżyć osobistych; ukochany brat
stał się jego powiernikiem. Korespondencja między
braćmi jest nierozerwalnie związana z procesem artystycznego
rozwoju van Gogha, stanowiąc swoisty komentarz i do
pełnienie jego twórczości.
NIESZCZĘŚLIWA MIŁOŚĆ
W 1881 roku rodzinny dom
w Etten odwiedziła
mieszkająca w Amsterdamie Kate
Vos, niedawno owdowiała kuzynka van Goghów.
Jej błyskotliwa inteligencja, wdzięk i subtelna uroda
sprawiły, że Vincent zakochał się bez pamięci. Swoje
uczucie wyznał w sposób tak gwałtowny i niezręczny,
że przerażona Kate czym prędzej przerwała swój pobyt
w Etten.Zdeterminowany próbował jeszcze, pomimo sprzeciwu
rodziny, oświadczyć się wybrance, lecz skutek był
żałosny: został od trącony. W liście relacjonował
bratu: "Wybrałem się więc do Amsterdamu. Tam
powiedziano mi: (...) Twoje natręctwo
jest obrzydliwe. Włożyłem wtedy palce do płomienia
lampy i powiedziałem: Pozwólcie mi na nią popatrzeć
tak długo, jak długo będę trzymał palce w płomieniach
(...). A jednak, o ile pamiętam, zgasili lampę i powiedzieli:"Nie
zobaczysz jej".